Księga wpisów:
^ zobacz
^ dopisz się
Znajomi:
Zapomniane dni:
2010
listopad
zdjęcie: david
szablon: colld
Natknęłam się kiedyś na ten oto tekst http://www.cat-and-dragon.com/stef/Poly/Labriola/jealousy.html Wtedy przekonana byłam, że temat mnie nie dotyczy. Wprawdzie byłam już wtedy absolutnie zdecydowana na to, że z następnym wybrankiem swojego przyszłego życia będę chciała stworzyć właśnie otwarty związek, byłam jednak na tyle naiwna, że myślałam, że temat zazdrości w ogóle się nie pojawi. Otóż niestety pojawił się i to dość szybko.
Po przejściach z C. i swoich doświadczeniach po romansie z D. byłam przekonana, że jedyne co mnie denerwuje i mierzi to brak szczerości. Na licznych randkach, na które się po tym okresie wybierałam, sprawdzałam przede wszystkim zgranie w kwestii światopoglądu. Po kolei odpadali kolejni kandydaci, a ja zaczęłam tracić nadzieję. Któregoś dnia poznałam F., z którym to mieszkam do dziś. Do rzeczy jednak. F. okazał się mieć niemal dokładnie takie same poglądy, jak ja. Różniliśmy się w kilku kwestiach, ale to były drobnostki. Postanowiliśmy, że nasz związek będzie otwarty- obydwoje twierdzimy bowiem, że poligamia leży w naszej naturze i jesteśmy po trosze hednonistami. Było wspaniale. Do czasu.
Któregoś dnia odkryłam, że jestem zazdrosna. I wtedy wróciłam do artykułu z początku notki. Przeanalizowałam dokładnie, tak jak było to napisane, krok po kroku swoje odczucia i odkryłam co wzbudza we mnie zazdrość. Jest to strach. Strach przed tym, że okażę się gorsza, niewystarczająca, że zabraknie czułości. Strach przed zasypianiem w pustym łóżku. Na razie ustaliliśmy, że z racji na moją biseksualność będziemy sypiać razem z innymi kobietami. Co do mężczyzn F dał mi wolną rękę, ale na razie z tego nie korzystam. Byłoby to nieuczciwe względem niego. Więc z tym krokiem czekam, aż metodą małych kroczków, pozbędę się owej irracjonalnej zazdrości i będę mogła ze swojej strony zapewnić mu taką samą swobodę.
Tagi: zazdrość, otwarty związek
skomentuj (0)
Czytając ten oto tekst http://zdrowie.onet.pl/1630616,2042,0,1,,czy_maly_romans_zagraza_zwiazkowi,seks.html nie mogę się wręcz powstrzymać od dodania swoich trzech groszy.
Z romansem, czy też po prostu zdradą miałam, jak większośc ludzi, swoje doświadczenia.
Gdy miałam 16 lat poznałam M. Był moim pierwszym. Byliśmy ze sobą ponad 3 lata. Co najmniej o rok za długo, ale człowiek młody, niedoświadczony, nie wiedział kiedy należy skończyć. I tak oto gdy z mojej strony uczucia już wygasły, a z jego powoli już też- poznałam D. D. był starszym mężczyzną, przeżywającym kryzys wieku średniego. Imponowało mi, że mężczyzna o tyle lat ode mnie satrszy zwraca na mnie uwagę. Przez dobry miesiąc po prostu spotykaliśmy się w tajemnicy- zazwyczaj u niego w mieszkaniu, albo w pobliskim parku. Rozmawialiśmy godzinami o literaturze, filozofii, muzyce, naszych małych smutkach i radościach. Po jakimś czasie doszły do tego pocałunki i niewinne pieszczoty (nigdy nie posunęliśmy się do seksu). Czy to była zdrada?- owszem była. Ale dzięki niej uświadomiłam sobie, że z M. tak naprawdę nic mnie nie łączy. Że mamy odmienne światopoglądy, odmienne wyobrażenia o tym, jak ma wyglądać przyszłość. Niedługo potem zerwałam z M. i z perspektywy czasu śmiało mogę powiedzieć, że to był dobry wybór.
Następne doświadczenia miałam już z innej perspektywy. Gdy poznałam C. Od samego początku flirtował z innymi w sieci. Obiecywał, że to nic wielkiego, że to tylko tak- chciałam mu wierzyć. I wierzyłam, dopóki nie zostawił kiedyś odpalonego komunikatora. I zaczęło się- zobaczyłam rozmowę z jakąś dziewczyną i jego obietnice, że do niej przyjedzie, że będzie im razem miło i przyjemnie. A potem inne rozmowy, z innymi- o tym samym. Nie tyle byłam zła, że flirtował, ile że nie dotrzymywał obietnicy. Związek z C. zakończył się po jakiś 6 miesiącach i rozstaliśmy się... w przyjaźni:) Do tej pory utrzymujemy ze sobą kontakt i swoją drogą absolutnie słusznie doszliśmy do wniosku, że ten nasz związek to cały czas był tylko substytut (dla mnie za M. a dla niego za jego zmarłą narzeczoną).
A teraz? Teraz żyję od prawie 1,5 roku w otwartym związku, z najcudowniejszym człowiekiem jakiego dane mi było poznać. I temat zdrady/romansu ma zupełnie inny wymiar. Ale o tym w którejś z następnych notek.